This is default featured slide 1 title

This is default featured slide 1 title

You can completely customize the featured slides from the theme theme options page. You can also easily hide the slider from certain part of your site like: categories, tags, archives etc. More »

This is default featured slide 2 title

This is default featured slide 2 title

You can completely customize the featured slides from the theme theme options page. You can also easily hide the slider from certain part of your site like: categories, tags, archives etc. More »

This is default featured slide 3 title

This is default featured slide 3 title

You can completely customize the featured slides from the theme theme options page. You can also easily hide the slider from certain part of your site like: categories, tags, archives etc. More »

This is default featured slide 4 title

This is default featured slide 4 title

You can completely customize the featured slides from the theme theme options page. You can also easily hide the slider from certain part of your site like: categories, tags, archives etc. More »

This is default featured slide 5 title

This is default featured slide 5 title

You can completely customize the featured slides from the theme theme options page. You can also easily hide the slider from certain part of your site like: categories, tags, archives etc. More »

 

Daj wsparcie rodzinne. To wyborne lekarstwo!

Spotkałem niedawno Johna R., starego znajomego, psychologa, który pracuje w sieci państwowych szkół średnich. Przez cały dzień uczestniczyliśmy w seminarium na temat: „Jak pomóc lekko upośledzonej młodzieży”. Podczas kolacji spytałem Johna, czego upośledzona młodzież potrzebuje najbardziej. John zastanowił się przez chwilę i powiedział: Istnieją lekarstwa, które mogą być pomocne. Podkreślam „mogą”, gdyż w co drugim przypadku środki farmakologiczne robią więcej złego niż dobrego. Najlepiej działająca terapia to pomoc ze strony troskliwej rodziny albo w ostatecznym razie osoby, która naprawdę chce pomóc takiemu dziecku. Jesteś przecież psychologiem – przerwałem. – Dziwię się, że nie uznałeś za najlepszą pomoc takiej czy innej formy poradnictwa. O nie – odparł John. – Psycholog może pomóc, ale pod warunkiem, że pacjent jest zachęcany, intensywnie i z pozytywnym nastawieniem zachęcany, i jeśli jest otoczony w domu szacunkiem. Mogę pomóc temu, kto wynosi z domu pozytywną motywację i jest otoczony szacunkiem, ale nie mogę pomóc komuś, kto jest spychany na margines, jak to się dzieje w większości przypadków. Widzisz – ciągnął John – większości pacjentów poświęcam godzinę tygodniowo. Jeśli pacjent ma troskliwą rodzinę, uzyskuję dobre wyniki. Mogę mu wtedy pomóc lepiej zrozumieć samego siebie, ustalić skromne choćby cele i usprawnić porozumiewanie się z innymi ludźmi. Ale jeśli rodzina nie przejawia troski, moje wysiłki spełzają na niczym. Taka rodzina może w ciągu dwóch minut zniszczyć wszystko, co zrobiłem dla pacjenta w ciągu dwóch miesięcy.

Staraj się słuchać. To bardzo skuteczny dar

Wszyscy ludzie, nawet ci o najbardziej pozytywnym nastawieniu, czują się od czasu do czasu zniechęceni, rozczarowani i skrzywdzeni. Być może w pracy nie wszystko idzie jak po maśle, kilkunastoletni syn znalazł się w tarapatach, okazało się, że małżeństwo jest zagrożone. Kiedy któryś z twoich znajomych przeżywa ciężkie chwile, pozwól, żeby ci się zwierzył. Słuchaj, a dasz mu dar zrozumienia, współczucia wsparcia. Wysłuchanie nie wiąże się z koniecznością udzielania rad albo znajdowania wyjścia z sytuacji. Musisz przemóc pokusę mówienia: „Gdybym był tobą, zrobiłbym to a to” albo: „Oto, co powinieneś zrobić”. Słuchać to pozwalać innemu korzystać z terapii, jaką jest możliwość „zrzucenia ciężaru z serca”. Najgorsza kara, jaką można nałożyć na drugiego człowieka, to odmówić mu radości płynącej z rozmowy. W naszych czasach dar słuchania, bycia powiernikiem jest ważniejszy niż kiedykolwiek. Jesteśmy społeczeństwem ludzi samotnych. Co piąte ognisko domowe to osoba samotna. A co drugie – to najwyżej dwie osoby. Pamiętaj, że słuchanie to okazywanie miłości. Oznacza ono dla drugiej osoby: „Jestem twoim przyjacielem. Zależy mi na tobie”. Dary, jakie rodzice i dziadkowie dostają od dzieci i wnuków, nie są kupione w sklepie; to obrazki narysowane przez dziecko, samodzielnie wykonany karmnik dla ptaków, coś, w co dziecko włożyło swój czas i umiejętności. Emerson napisał: „Najlepszym darem jest cząstka siebie”. Kiedy dajesz cząstkę siebie, okazujesz miłość, dowodzisz, że dbasz o daną osobę i że jesteś wobec niej szczery. Kiedy dajesz coś, co bardzo cenisz – książkę, ulubione danie, obraz – dajesz cząstkę siebie. I taki dar zostanie z pewnością doceniony.

Dodaj nutkę osobistą. To bardzo skuteczny dar

Byłem niedawno w biurze znajomego, który jest głównym właścicielem przedsiębiorstwa o rocznych obrotach ponad miliard dolarów. Ten wyjątkowo bogaty człowiek mógł sobie pozwolić na udekorowanie ścian swojego biura kosztownymi dziełami sztuki. Ale u niego wisiały oprawione w ramki odręczne liściki od wybitnego gracza golfowego, od senatora, od pastora. Właśnie te listy oraz dwa rysunki wykonane przez wnuków mój znajomy uznał za coś najważniejszego,
o czym trzeba stale pamiętać. Ludzie cenią sobie odręczne listy. Oznaczają one: „Myślę
tobie i nie żałuję czasu, by cię o tym zawiadomić”. Osobiste listy to cudowny sposób mówienia ludziom, jaki jesteś z nich dumny, kiedy osiągną awans, zdobędą stanowisko w stowarzyszeniu branżowym, dostaną nagrodę, zostaną rodzicami albo ukończą uczelnię. Kartce z pozdrowieniami nie można nic zarzucić wtedy, tylko wtedy, jeśli dopiszesz kilka słów od siebie. Niektórzy wysyłają kartki z wydrukowanym swoim nazwiskiem. Większość z nas czuje się urażona tą formą życzeń. Jest zbyt bezosobowa, mechaniczna. Mówi: „Nasz domowy komputer natrafił na twoje nazwisko i zgodnie z programem wysłał ci tę kartkę”. Kiedy otrzymuję jakieś zaproszenie, do którego nie dodano jednego, dwóch zdań odręcznie, moim pierwszym odruchem jest wyrzucić je do kosza. Nie uciekaj się do wymówki: „Nie mam czasu na pisanie osobistych listów”. Naprawdę ważni ludzie bez względu na tryb życia zawsze znajdą czas, by powiedzieć: „Cześć, dziękuję za pomoc” albo: „Chciałbym znowu cię zobaczyć”. Wszyscy nasi prezydenci z ostatnich kadencji pisali co tydzień mnóstwo osobistych listów. Dlaczego? Ponieważ osobiste listy to skuteczny sposób zdobywania poparcia.

Dar twojego czasu

Dzieci, dla których rodzice nigdy nie mają czasu, od najmłodszych lat dziwią się: „Dlaczego tatuś i mamusia zawsze mają czas na pracę, przyjęcie czy zebranie, ale nie mają czasu dla mnie?” albo: „Rodzice innych dzieci przychodzą na mecze szkolne, a tatuś odprowadza mnie tylko na mecz, a potem zabiera, kiedy jest po wszystkim”, albo: „Kiedy tatuś ze mną rozmawia, to jakby myślał o czymś innym”. Dzieci potrzebują daru twojego czasu i twojej uwagi. Podobnie żona albo ojciec, który zamieszkał z wami na starość. Jak znaleźć czas? Po pierwsze, musisz zdecydować, co jest ważniejsze: poświęcanie czasu tym, którzy cię potrzebują, czy rozrywki – kręgle, restauracje, widowiska podobające się tylko tobie. Po drugie, rozplanuj staranniej swoją pracę i inne obowiązki, aby starczyło ci czasu dla tych, którzy potrzebują twojej szczególnej troski. Powiedz sobie: „Ci, których kocham, to sprawa priorytetowa”.

Dar podnoszący na duchu: telefon

Poza spotkaniem twarzą w twarz rozmowa telefoniczna to najbardziej osobisty sposób porozumiewania się między ludźmi. Myślenie o telefonie jako o darze niosącym nadzieję, pozwalającym pogratulować dobrej pracy i zachęcić ludzi do dalszej dobrej pracy to potężny sposób pogłębiania przyjaźni. Prezes firmy produkującej gotowe domy opowiedział mi, jak wykorzystuje telefon, żeby zapewnić sobie entuzjastyczną pracę swoich trzystu dealerów.
Co tydzień całą środę poświęcam na telefonowanie do pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu dealerów. Nie chodzi mi o przedyskutowanie z nimi strategii marketingu albo ocenę ich pracy. Od tego mamy ośmiu kierowników biura sprzedaży. Mnie chodzi o rozmowę czysto przyjacielską. Chcę, żeby każdy dealer wiedział, że jestem z niego dumny, rozmawiam z nim o jego rodzinie, zdrowiu i podobnych sprawach. Z większością z nich rozmawiam siedem, osiem razy w roku. To wspaniały sposób, żeby duchowo wzbogacić nieco naszą pracę.

Cztery dary, które przynoszą znakomite wyniki

Pożyteczny dar pochodzi prosto z serca. Streszcza się w słowach: „Myślę o tobie, obchodzisz mnie. Jestem twoim przyjacielem”. Jeśli dar nie dodaje komuś innemu otuchy, nie przynosi mu poczucia bezpieczeństwa – nie ma trwałej wartości. Gorzej, nie zostanie doceniony. Wartość duchowa, nie zaś pieniężna nadaje darowi wielkość. Nie można kupić za pieniądze miłości i zupełnie tak samo nie można dać miłości za pieniądze. Dzwoń, kiedy tylko to możliwe. Telefon to wygodny sposób gratulowania ludziom ich osiągnięć. I wspaniały sposób, żeby komuś, kto się tego nie spodziewa, powiedzieć, że jest dla ciebie ważny. Jeśli więc ktoś z twoich znajomych dostaje awans, zmienia pracę, zostaje ojcem lub otrzymuje nagrodę, zadzwoń do niego. Będzie o tym bardzo długo pamiętał.

Przenikliwość pytań

Często z nim rozmawiam. Zdumiewa mnie przenikliwość pytań, które zadaje. „Jakie naprawdę wady ma nasz system podatkowy?”, „Czy kwoty importowe to dobry pomysł?” i „Jak najlepiej zainwestować pieniądze?” Jimmy stawia przed sobą wielkie cele. Przez wiele lat powtarzał mi, że chce kupić teren, na którym mogliby sprawdzać swoje umiejętności motocykliści i rowerzyści. Otóż w zeszłym tygodniu oznajmił, że właśnie kupił tanio 100 akrów w odległości 50 mil od miasta i że stworzy tam „raj dla motocyklistów”. A Jimmy skończył dopiero 19 lat. Przed trzydziestką będzie milionerem. Jimmy naprawdę ma coś do dania. I daje! Nie ulega wątpliwości, że w nadciągającym nowym wieku będziemy potrzebowali doskonale wyszkolonych inżynierów, architektów, fizyków, ekspertów komputerowych uczonych. Ale nie każdy nadaje się do jednego z tych zawodów. Zmuszanie ludzi do wykonywania pracy, która nie stanowi dla nich wyzwania, to gorsze niż głupota. To pomysł okrutny, krótkowzroczny i osłabiający produktywność kraju.

To, czego mnie uczyli, było śmiertelnie nudne

Przez następnych pięć lat Jimmy wykonywał dla mnie wszelkiego rodzaju prace w domu i na zewnątrz. Jednocześnie pozyskiwał sobie w sąsiedztwie klientelę, wykonując czarną robotę, za którą nikt w naszych czasach nie chce się wziąć: czyścił rynny, mył ściany domów, zbierał odpadki
strzygł trawniki. Pewnego razu zapytałem go, dlaczego nie chodzi do szkoły. Wyznał otwarcie:
To, czego mnie uczyli, było śmiertelnie nudne, bo do niczego mi niepotrzebne. Widzi pan, ja lubię pracę fizyczną, odmianę i wolę być sam sobie szefem. Poza tym mam tylko babcię, a onajest schorowana, więc muszę zarabiać. Połowę moich zarobków oddaję jej, a prawie całą drugą połowę odkładam. Jimmy O. ma dziewiętnaście lat i nadal pracuje dla mnie. Zatrudnia teraz dwóch szesnastoletnich pomocników, kupił półciężarówkę, kosiarki i inne narzędzia potrzebne przy obsłudze coraz bardziej rozrastającej się klienteli. Patrząc na rozwój przedsiębiorstwa Jimmy’ego, często rozmyślam o tym, jak dobrze się stało, że rzucił szkołę i zajął się tym, czym chciał i co okazało się tak potrzebne. Jimmy nie musi się martwić, żeby dojść do czegoś w tym „okrutnym” świecie. Po prostu dochodzi do tego czegoś. Uczenie go na siłę algebry (której nie lubi), wbijanie do głowy powodów upadku cesarstwa rzymskiego (co nic a nic go nie obchodzi) albo czynników, które doprowadziły do wojny secesyjnej (a co do których nie ma dwóch jednakowych opinii) i wpajanie budowy atomu (fizyka jest dla niego nudna jak flaki z olejem) – pchnęłoby go do ucieczki w narkotyki, być może jakichś występków albo nawet czegoś gorszego. Ale Jimmy miał dość odwagi, by poszukać swojego miejsca w życiu, i jest szczęśliwy.

W porządku. Bierz się do roboty

Jimmy’ego O. poznałem pięć lat temu. Pewnego chłodnego grudniowego ranka ktoś zadzwonił do drzwi i na progu zobaczyłem chłopca. Miał może z czternaście lat, mierzył jakieś 165 centymetrów i był chudy jak szczapa. Powiedział bardzo grzecznie; Dzień dobry. Szukam pracy. Zauważyłem, że na tyłach pana domu leżą kłody za duże do kominka. Proszę pozwolić, że porąbię je tak, żeby akurat pasowały. Dobry pomysł – odparłem – ale nie mam siekiery ani klinów. To nic, mam ze sobą wszystko, co trzeba. W tym momencie zauważyłem, że chłopak przyjechał na rowerze, do którego ramy przymocował siekierę i klin. (Zauważ, że przewidział, iż dobije ze mną targu. Każdy, kto chce coś sprzedać, powinien zakładać, że uzyska zamówienie). Jaka jest twoja stawka? – spytałem.
Pięć dolarów za godzinę. Ależ to znacznie powyżej płacy minimalnej! Wiem, aleja umiem pracować! Daję z siebie wszystko. Chłopak z takim naciskiem mówił o pracy, że postanowiłem powierzyć mu rozszczepienie bierwion. Zdawałem sobie sprawę, że jego praca nie jest warta tych pieniędzy, ale spodobał mi się i uznałem, że te nadpłacone pieniądze będą czymś w rodzaju składki na szlachetny cel. Chłopiec zabrał się do pracy, a ja wróciłem do gabinetu. Sądziłem, że porąbanie drewna zajmie mu co najmniej cztery godziny, ale on zadzwonił do drzwi po niecałych dwóch. Doktorze – oznajmił – porąbałem i ułożyłem drewno. Może posprzątałbym panu przystań?

Rzucił szkołę i doszedł do czegoś, gdyż starał się dawać z siebie wszystko

Jednym z największych nieszczęść, jakie mogą spotkać rodziców, jest wyrzucenie dziecka ze szkoły. Trudno wyobrazić sobie coś gorszego. W amerykańskiej cywilizacji wyrzucenie z uczelni oznacza bezrobocie, przestępstwo, zbrodnię, narkotyki i zmarnowane życie. Rodzice i nauczyciele zakładają, że: a) wszystkie dzieci powinny ukończyć przynajmniej szkołę średnią (niektórzy dodają minimum dwa lata studiów wyższych); b) czas spędzony w szkole przez młodą osobę nigdy nie jest czasem straconym; c) młody człowiek nie zarobi na życie, jeśli rzuci szkołę. Tego rodzaju generalizacja jest niekorzystna dla wielu młodych ludzi, a także dla całego społeczeństwa. Zwolennicy trzymania dzieci w szkole bez względu na to, co im to daje, nie mają powodów do dumy, skoro muszą wystawiać straże pilnujące, żeby nikt nie uciekł, i żądać od uczniów przechodzenia przez wykrywacze metali – jak na dworcu lotniczym. Prawda zaś jest taka, że niektórzy młodzi ludzie powinni móc rzucić szkołę, kiedy mają ledwie kilkanaście lat. Społeczeństwo winno dawać szansę tym, którzy nie mieszczą się w ramach formalnego systemu nauczania. Zmuszanie do pozostawania w szkole młodych ludzi, którzy nie mają na to najmniejszej ochoty, często prowadzi do znudzenia, frustracji i buntu. Te właśnie czynniki pchają dzieci do zbrodni, narkotyków i innych występków.
Opowiem teraz o Jimmym O., młodzieńcu, który został wyrzucony ze szkoły, a mimo to radzi sobie doskonale, znacznie lepiej niż wielu jego rówieśników także mających szkoły po dziurki w nosie, ale trzymanych w niej siłą.

error: Content is protected !!