Znalazłem w programie usterkę, ale łatwo możemy ją usunąć”

Nie podejrzewałem, że coś może być nie tak, ale usterka, którą wykrył Tim, kosztowała nas ponad trzydzieści tysięcy dolarów miesięcznie. Sądziłem, że przejrzenie tego programu zajmie Timowi co najmniej miesiąc, ale on w ciągu dwóch dni znalazł błąd, którego istnienia nie podejrzewaliśmy,
zaoszczędził nam mnóstwo pieniędzy. Potem Tim przyszedł do mnie i spytał: „Co teraz mam robić, szefie?” Taki był od samego początku. Pracował nad tuzinem skomplikowanych, problemów, rozwiązywał je w rekordowym czasie i prosił o następną robotę. Szybko piął się do góry. Po czterech latach ja byłem już podległy jemu, nie zaś on mnie. Starał się opanować nowe zadania, jakie mu powierzano, i rozglądał się, co by tu jeszcze zrobić. Kiedy przyszedł moment mianowania nowego dyrektora, został wybrany jednogłośnie przez radę nadzorczą i zarząd. Przemknęło mi przez głowę wspomnienie czasów, kiedy mówiono mi: „Skoro skończyłeś strzyc trawnik, weź się do przycinania krzewów”. Ta filozofia zdaje więc egzamin! Rozważ następujące spostrzeżenie: ty i ja, choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, nie jesteśmy w stanie wpłynąć na gospodarkę kraju. Ale na własną działalność gospodarczą – owszem. Bez względu na stan całej gospodarki możemy cieszyć się pomyślnością, szczęściem i spokojem ducha. Kluczowym elementem sukcesu jest zgłaszanie się na ochotnika po następną pracę. Daj z siebie wszystko, wykonując powierzone ci zadanie, a potem poproś o następne. Wskazówka dla osób na kierowniczych stanowiskach: Przygotuj dla swoich ludzi system nagród za pracę, a zobaczysz, że wyniki przejdą twoje najśmielsze marzenia.

Kiedy przystrzygłeś trawnik, przytnij krzewy

Pozwól, że podam przykład kogoś, kto odniósł wielki sukces, a jego droga na szczyt wiodła przez zgłaszanie się na ochotnika. Miesiąc temu znalazłem się w sławnej kalifornijskiej Silicon Valley, gdzie miałem przemawiać do grupy osób z zarządu dużej firmy komputerowej. Podczas kolacji, a przed wykładem powiedziałem mojemu gospodarzowi: Mówił pan, że przyjdzie naczelny dyrektor. Gdzie on siedzi? Mój znajomy odparł: Na prawo od pana przy trzecim stoliku. Spojrzałem w tamtą stronę, ale nie zobaczyłem nikogo, kto wyglądałby na dyrektora naczelnego, i wróciłem do rozmowy ze znajomym. Po kilku minutach znowu zapytałem: Gdzie siedzi dyrektor naczelny?
Mój gospodarz wskazał ten sam stolik, opisując tym razem wygląd dyrektora. Ten facet? – wykrzyknąłem. – Przecież on nie ma nawet trzydziestu pięciu lat! Naprawdę jest dyrektorem naczelnym? Znajomy roześmiał się i powiedział: Tak, Tim ma tylko trzydzieści cztery lata i jest dyrektorem naczelnym. Przyszedł do nas trzynaście lat temu, zaraz po ukończeniu studiów informatycznych. Został przydzielony do mojego działu. Jako pierwszą pracę powierzyłem mu sprawdzenie naszych systemów rachunkowości. Sprzedajemy systemy komputerowe wielkim szpitalom. Wydawało mi się, że oprogramowanie jest bez zarzutu, ale chwilowo nie było nic szczególnego do roboty i zależało mi przede wszystkim na tym, żeby Tim czymś się zajął i nabrał trochę praktyki.