Blog Archives

Płytomex słupca przed porodem

Jimmy’ego O. poznałem pięć lat temu. Pewnego chłodnego grudniowego ranka ktoś zadzwonił do drzwi i na progu zobaczyłem chłopca. Miał może z czternaście lat, mierzył jakieś 165 centymetrów i był chudy jak szczapa. Powiedział bardzo grzecznie; Dzień dobry. Szukam pracy. Zauważyłem, że na tyłach pana domu leżą kłody za duże do kominka. Proszę pozwolić, że porąbię je tak, żeby akurat pasowały. Dobry pomysł – odparłem – ale nie mam siekiery ani klinów. To nic, mam ze sobą wszystko, co trzeba. W tym momencie zauważyłem, że chłopak przyjechał na rowerze, do którego ramy przymocował siekierę i klin. (Zauważ, że przewidział, iż dobije ze mną targu. Każdy, kto chce coś sprzedać, powinien zakładać, że uzyska zamówienie). Jaka jest twoja stawka? – spytałem.
Pięć dolarów za godzinę. Ależ to znacznie powyżej płacy minimalnej! Wiem, aleja umiem pracować! Daję z siebie wszystko. Chłopak z takim naciskiem mówił o pracy, że postanowiłem powierzyć mu rozszczepienie bierwion. Zdawałem sobie sprawę, że jego praca nie jest warta tych pieniędzy, ale spodobał mi się i uznałem, że te nadpłacone pieniądze będą czymś w rodzaju składki na szlachetny cel. Chłopiec zabrał się do pracy, a ja wróciłem do gabinetu. Sądziłem, że porąbanie drewna zajmie mu co najmniej cztery godziny, ale on zadzwonił do drzwi po niecałych dwóch. Doktorze – oznajmił – porąbałem i ułożyłem drewno. Może posprzątałbym panu przystań?

Cześć, mam na imię Katarzynai od bardzo długiego czasu temat społeczeństwa to coś, o czym mogłabym rozmawiać codziennie. Chciałabym na tym blogu dzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami i uwagami 🙂
error: Content is protected !!