Makler doradzający klientowi, jak pomnożyć pieniądze, otworzył nowy rachunek

Pewien inwestor opowiedział mi, jak zmienił maklera. Jakieś dwa lata temu otworzyłem rachunek w biurze maklerskim A. Nie uważam się za doświadczonego inwestora, tak więc zaufałem całkowicie mojemu maklerowi. Był w końcu przedstawicielem jednej z największych tego rodzaju firm, zakładałem więc, że ma wszelkie niezbędne kompetencje. (Założenie to nie było zbyt mądre. Zdarza się, że najgorsi maklerzy reprezentują firmy cieszące się największym prestiżem. Dyskontowe firmy maklerskie zawdzięczają swoje istnienie niezadowoleniu klientów z biur tradycyjnych). Tak czy inaczej, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Żadnych rewelacji, ale właśnie w porządku. Pewnego dnia makler z innej firmy poprosił mnie o rozmowę na temat mojego portfela. Powiedziałem mu, że jestem dosyć zadowolony z mojej inwestycji w biurze A, ale jeśli chce podzielić się ze mną swoją opinią, nie mam nic przeciwko temu. Po kilku dniach ten drugi makler zgłosił się znowu i zadał kilka pytań w rodzaju: „Dlaczego kupił pan te a te obligacje? Kto namówił pana do zakupu udziałów tej firmy powierniczej?” Mogłem powiedzieć tylko tyle, że postępowałem zgodnie z radami mojego maklera. Drugi makler wyjaśnił mi najdelikatniej, jak umiał, że siedem na dziesięć inwestycji z mojego portfela to „firmowa specjalność”, co oznacza, że makler dostał premię za „wciśnięcie” mi tych papierów.

error: Content is protected !!